Firmy zwalniają pracowników na potęgę: domaganie się podwyżki płacy jest teraz ryzykowne

REKLAMA
REKLAMA
Gorsza sytuacja na rynku pracy widoczna jest w zachowaniach zarówno szefów firm jak i samych pracowników. Mniej ofert zatrudnienia, więcej zwolnień grupowych, a przede wszystkim wyhamowanie trendu podwyższania płac, to zjawiska, które teraz determinują relacje między pracodawcami a pracownikami.
- Rynek pracownika czy rynek szefa: co dalej z podwyżkami wynagrodzenia
- Wyższe wynagrodzenie się należy, ale trzeba prosić o nie szefa - kto rezygnuje
- Kto boi się prosić o podwyżkę wynagrodzenia: kobiety, pracownicy w wieku 55 plus i… zetki
Z jednej strony koniec presji na płace w firmach, którą wywołała nie tylko inflacja, ale i polityka rządu w zakresie mocnego podwyższania płacy minimalnej - ta spłaszczała strukturę wynagrodzenia w przedsiębiorstwach i wymuszała podwyżki dla wszystkich pracowników, by nie burzyć firmowej polityki płacowej.
Z drugiej zaś - coraz gorsza sytuacja na rynku pracy: problemy firm prowadzące do licznych zwolnień grupowych, coraz mniej ofert nowej pracy i wzrost stopy bezrobocia - lokalnie już bardzo drastyczny.
REKLAMA
REKLAMA
To sprawia, że zmienia się sytuacja w firmach i na rynku pracy w zakresie tak zwanej presji płacowej. Poza wybitnymi fachowcami i specjalistami poszukiwanymi na rynku - także przez konkurencyjne firmy - wszyscy inni pracownicy muszą teraz nieco spuścić z tonu w swoich żądaniach płącowych.
Choć aż 40 proc. zatrudnionych ocenia swoją aktualną sytuację zawodową jako dobrą lub bardzo dobrą, to wyniki dziewiątej edycji „Barometru Polskiego Rynku Pracy wskazują na spadek optymizmu pracowniczego.
Rynek pracownika czy rynek szefa: co dalej z podwyżkami wynagrodzenia
W praktyce przejawia się to osłabieniem presji na podwyżkę płac oraz wyraźnie spadającą liczbą osób, które rozglądają się za innym pracodawcą i przy pojawieniu się korzystniejszej oferty gotowe są do natychmiastowej zmiany pracy.
Co ważne, te postawy ulegają znacznej polaryzacji w zależności od płci oraz wieku pracownika. Jak widać, wdrażana już dyrektywa płacowa nie ogrywa w firmach wciąż większej roli: dyskryminacja płacowa i ze względu na płeć, i wiek pracownika wciąż jest dominująca – o czym świadczą postawy zatrudnionych, których podstawą jest lęk przed sutkami roszczeniowej postawy względem pracodawcy.
REKLAMA
Wyższe wynagrodzenie się należy, ale trzeba prosić o nie szefa - kto rezygnuje
Wspomniane najnowsze badanie nastrojów wśród zatrudnionych wskazuje, że teraz już prawie połowa pracowników w kwestii podwyżki płac i poprawy swojego materialnego statusu w firmie wykazuje bierność i jest to proces narastający. Aż 24 proc. pracowników już zrezygnowało z wnioskowania o podwyżkę, a kolejne 26 proc. takiej decyzji jeszcze co prawda nie podjęło, ale prawdopodobnie także takich działań nie podejmie.
Jednocześnie spada też odsetek pracowników, którzy zwykle w takiej sytuacji podejmują działania alternatywne: szukają innej pracy, w której będą mogli liczyć na wyższe zarobki lub decyzują się na podjęcie dodatkowej pracy, by zwiększyć wpływy do domowego budżetu.
Aktualnie podjęcie pierwszego z wymienionych działań planuje tylko 16 proc. zatrudnionych, a ledwie 11 proc. jest zdeterminowanych by w celu zyskania wyższych zarobków przeznaczyć część swojego wolnego czasu na dodatkową pracę.
Kto boi się prosić o podwyżkę wynagrodzenia: kobiety, pracownicy w wieku 55 plus i… zetki
Wyniki najnowszego Barometru Rynku Pracy wskazują też, że mimo rozpoczętego wdrażania dyrektywy płacowej mającej na celu likwidację dyskryminacji w zakresie wynagrodzeń, w firmach nic się nie zmienia – przynajmniej odnośnie samych postaw pracowników.
W ogóle presja płacowa osłabła, bo o podwyżkę wynagrodzenia zamierza występować mniej zatrudnionych – od poprzedniej edycji badania spadek z 30 do 23 procent.
Widać też wyraźne różnice w postawach różnych rup zatrudnionych. Z wnioskowania o podwyżkę częściej rezygnują kobiety (26 proc. obawia się takiego ruchu) oraz pracownicy z grupy wiekowej 55 plus – tu ten odsetek jest dramatycznie wysoki i wynosi aż 37 procent.
W aktualnych trendach na rynku pracy widać też wyraźnie jedną mocną grupę, która wyjątkowo pesymistycznie względem 2025 roku ocenia swoją sytuację – są to pracownicy w wieku 25-34 lata. Już co piąty pracownik w tym wieku źle widzi swoją sytuację na rynku pracy. Co ciekawe jeszcze rok temu dominującą co do pesymizmu pracowniczego grupą wiekową byli zatrudnienia w wieku 18-24 lata.
– W ostatnich latach mierzyliśmy się z wyjątkowymi wyzwaniami, jak pandemia czy wojna w Ukrainie, jednak rynek pracy pozostawał zaskakująco odporny. Dziś widzimy, że wchodzimy w nowy etap. Dominuje ostrożność i potrzeba stabilizacji, co widać zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników – komentuje Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy z Personnel Service.
Ostrożność pracowników jest uzasadniona sytuacją na rynku.
Przywołane badanie pokazuje też bowiem, że tylko nieznacznie ponad połowa firm nie zamierza wykonywać żadnych ruchów w zakresie zwalniania i zatrudniania pracowników, przy czym tylko co szósta (16 proc.) ma w planach nowe rekrutacje.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

- Czytaj artykuły
- Rozwiązuj testy
- Zdobądź certyfikat
REKLAMA




