Polacy należą do najbardziej zapracowanych narodów Unii. Pracujemy prawie 3 godziny tygodniowo dłużej niż przeciętnie w UE. Rocznie daje to prawie 150 godzin — niemal dodatkowy miesiąc pracy. To trochę tak, jakby dla przeciętnego pracującego w Polsce rok miał nie 12, ale 13 miesięcy. A gdy doliczyć dojazdy, robi się z tego swoista „czternastka”. Tylko że nie trafia ona na konto, tylko znika w korkach, autobusach i pociągach.
- 24 minuty dziennie w korkach i komunikacji miejskiej
- Dekada rewolucyjnych zmian, a dojazdy do pracy krótsze o minutę
- Praca zdalna dla mieszczuchów
Prawie 39 godzin tygodniowo – przeciętnie tyle właśnie czasu pracuje się w Polsce – wynika z danych Eurostatu za 2025 rok. To o prawie 3 godziny tygodniowo więcej niż wynosi średnia dla całej Unii. W ciągu roku daje to już prawie 150 dodatkowych godzin pracy. To oznacza niemal cały dodatkowy miesiąc pracy w ciągu roku – podsumowuje polska firma doradcza BNM – Real Estate Advisory.
W zamożniejszych krajach pracuje się krócej
Dla porównania Francuzi pracowali przeciętnie o 3 godziny w tygodniu krócej niż Polacy. Niemcy i Austriacy o prawie 5 godzin krócej, a Holendrzy średnio aż o ponad 6 godzin krócej niż Polacy. To trochę tak, jakby przeciętny Polak pracował na cały etat, a Holender wychodził z firmy o ponad godzinę wcześniej. Krótszy czas pracy to często pochodna większej zamożności. Po osiągnięciu zadowalającego poziomu życia mieszkańcy zachodniej Europy po prostu więcej czasu decydują się poświęcać na inne aktywności niż praca zarobkowa.
Jedyną bardziej zapracowaną od nas nacją okazują się Grecy. Zupełnie przeczy to stereotypowej opinii o południowcach. Pracują oni bowiem średnio o 0,8 godziny tygodniowo dłużej niż Polacy. Na bardziej namacalnym przykładzie wygląda to tak, że przeciętny Grek wychodzi z pracy 10 minut później niż Polak. Co więcej, do czasu pracy nie jest im wliczana przerwa obiadowa czy sjesta. Powodem może być struktura gospodarki. W Grecji dużą rolę odgrywają turystyka, gastronomia, małe rodzinne firmy, samozatrudnienie, sezonowość i praca w weekendy, co może „podbijać” średni czas pracy w tygodniu.
Materiały prasowe
Materiały prasowe
24 minuty dziennie w korkach i komunikacji miejskiej
W planie dnia większości pracowników ważną pozycją jest też czas dojazdu do pracy. Ostatnim razem Eurostat zbierał porównywalne dane na ten temat jeszcze przed pandemią. Wtedy najkrócej (kilkanaście minut) zajmowała droga do pracy w jedną stronę na Islandii i Cyprze. Na drugim biegunie uplasowały się Łotwa, Wielka Brytania, Węgry i Luksemburg, gdzie zajmowało to około pół godziny.
Polska z wynikiem 24 minut na tym tle – tak jak i większość krajów unijnych - plasowała się tuż obok europejskiej średniej wynoszącej 25 minut. Warto jednak pamiętać, że Eurostat liczył standardową drogę w jedną stronę - z domu do pracy - bez objazdów, zdarzeń losowych, nieprzewidzianych awarii i bez załatwiania po drodze innych spraw.
Dekada rewolucyjnych zmian, a dojazdy do pracy krótsze o minutę
Znacznie ciekawsze są dane, które na temat drogi do pracy zbierał w ostatnich latach nasz rodzimy urząd statystyczny. Z danych GUS wynika, że w 2023 roku osoby, które danego dnia pokonywały drogę do pracy i z powrotem, przeznaczały na to przeciętnie godzinę. To sugeruje, że jeśli ktoś regularnie pracuje poza domem, to w skali roku sama droga do i z pracy może pochłaniać około 200–250 godzin. To więcej niż standardowy wymiar pracy w ciągu całego miesiąca.
Średnią podbijają jednak osoby, które do pracy mają szczególnie daleko. I tak na przykład co najmniej 50 kilometrów od miejsca pracy mieszka jeden pracujący na 24 (4,2%). Mniej niż 50, ale co najmniej 25 kilometrów od miejsca pracy mieszka ponadto jeden pracownik na 13 (7,9%). Z drugiej strony prawie co trzecia osoba ma na tyle komfortowe warunki, że odległość od miejsca pracy nie przekracza 5 kilometrów. Na dojazdy czasu nie tracą za to ci, którzy pracują i mieszkają w tym samym miejscu. Takie osoby stanowiły w 2023 roku 11,6% pracowników w Polsce.
Odległość miejsca pracy od miejsca zamieszkania
Materiały prasowe
Praca zdalna dla mieszczuchów
Badanie przygotowane przez GUS przynosi nam jednak jeszcze jedną zaskakującą informację. Okazuje się bowiem, że w porównaniu do danych z 2013 roku doszło do skrócenia czasu marnowanego na dojazdy o zaledwie minutę. Trudno wręcz w taki wynik uwierzyć, gdy porównujemy dane pomiędzy rokiem 2013 i 2023. Przecież ta dekada przyniosła nam pandemię i rewolucję pracy zdalnej.
Wyjaśnienia można szukać w tym, że dane GUS dotyczą wszystkich pracujących w Polsce. Wbrew pozorom w gronie osób, które nie muszą dojeżdżać do miejsca pracy wcale nie dominują ci, którzy mogą sobie pozwolić na pracę zdalną. Według danych GUS osoby pracujące wyłącznie zdalnie stanowią tylko 2,8% ogółu. Kolejne 5,8% osób wykonuje pracę w systemie hybrydowym, a więc część dni w tygodniu z domu, a część dni z biura. Wychodzi więc na to, że w skali całego kraju praca z domu wciąż nie jest powszechnym sposobem wykonywania obowiązków zawodowych.
Jedynie w dużych miastach formuła ta wyraźnie zyskała na popularności – szczególnie w tych ośrodkach, które oficjalnie mają co najmniej pół miliona mieszkańców. Mówimy więc tu o Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. Tam osoby pracujące zdalnie stanowiły według GUS ponad 10%, a te pracujące w systemie hybrydowym już ponad 16%. W sumie więc w największych miastach ponad 1/4 pracowników albo nie musiała w ogóle jeździć do biura, albo przynajmniej nie musiała robić tego codziennie.
Praca zdalna a hybrydowa
Praca zdalna a hybrydowa
Materiały prasowe
Jest jednak nisza, w której praca zdalna jest normą. Są to wielkomiejskie zagłębia biurowe. W centrach usług biznesowych pracę w pełni zdalną wykonuje około 1 osoba na 8. To mniej więcej tyle, ile pracuje z biura. Największą grupę stanowią jednak pracownicy hybrydowi. Okazuje się bowiem, że około 75% zatrudnionych w centrach usług biznesowych łączy pracę z domu z pracą z biura - wynika z raportu ABSL za 2025 rok.
Autor: Jerzy Węglarz, analityk, BNM – Real Estate Advisory