Wskazuje, że termin ich otrzymania, czyli dopiero po zagwarantowaniu bezrobotnemu pracy przez co najmniej rok, jest demotywujący. Agencje zanim skierują osobę do pracy, kierują ją na finansowane przez siebie szkolenia, podczas których nabywa ona umiejętności wymagane na danym stanowisku pracy.
- Resort pracy nie precyzuje też, czy bezrobotny musi przez 12 miesięcy pracować wyłącznie u jednego pracodawcy użytkownika, czy też u kilku - wskazuje Mirosław Biskup z agencji Timework.
Podkreśla, że jeśli taka osoba miałby pracować wyłącznie u jednego przedsiębiorcy, to wymóg ten, z uwagi na specyfikę zatrudnienia, w bardzo wielu przypadkach będzie niemożliwy do zrealizowania. Przedsiębiorcy korzystają bowiem z usług pracowników tymczasowych m.in. w przypadkach sezonowego spiętrzenia prac.
W opinii Jana Rutkowskiego z Banku Światowego projektowane zmiany będą skuteczne, jeśli agencje zatrudnienia zyskają realne zachęty do poszukiwania bezrobotnym pracy. Wskazuje, że jeśli tak się nie stanie, nie będą zainteresowane, aby ich klientem były osoby najtrudniejsze do zaktywizowania.
Agencje wspomogą urzędy
Ta sama zasada, w przekonaniu Jana Rutkowskiego, powinna być stosowana w przypadku pozostałych agencji zatrudnienia, a więc np. agencji pośrednictwa pracy czy pośrednictwa do pracy za granicą. Zgodnie z projektem będą one mogły realizować tzw. programy specjalne, które mają być zlecane przez starostów.
- Te programy będą pisane dla tych bezrobotnych, w stosunku do których są największe problemy ze znalezieniem im ofert pracy - tłumaczy Czesława Ostrowska.
Starosta będzie musiał zdiagnozować, dlaczego nie mogą znaleźć pracy, i następnie w porozumieniu z powiatową radą zatrudnienia skierować w stosunku do nich kilka rodzajów usług i narzędzi aktywizujących.
- Na zasadzie przetargu, starosta będzie mógł zlecić, wykonywanie tak napisanego programu specjalnego agencjom zatrudnienia. Można będzie im za to zapłacić maksymalnie 20 proc. wartości programu - wskazuje wiceminister.
Ile jednak ma w całości kosztować taki program, nie wiadomo. Trudno więc policzyć, ile otrzyma agencja za realizację programu specjalnego.
- Nie sądzę, żeby odzew agencji był duży. Mimo działalności na tym samym rynku pracy agencje zatrudnienia nie są konkurencją dla urzędów pracy i odwrotnie - mówi Maryla Wojsław z agencji Work Office.
W jej przekonaniu i bez pieniędzy z FP agencje świetnie radzą sobie na rynku. W ubiegłym roku zatrudniły prawie 800 tys. pracowników. W 2006 roku prawie połowę mniej.






